Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

Sukienka koktajlowa

 
 
Wszystko zaczęło się od tego, że nie miałam sukienki na wesele. Na wesele nie poszłam bo się rozchorowałam, ale sukienkę mam. Inspiracją do jej powstania była znaleziona w domu zasłonka ( a w zasadzie dwie). W domu stwierdzili, że takiej pstrokacizny nikt nie będzie wieszał, więc zasłonka leżała nie używana. Ja dostrzegłam w niej potencjał, a że taką pstrokaciznę lubię to chętnie ją przygarnęłam. Rozpoczęły się poszukiwania odpowiedniego wykroju. Bardzo lubię modę z lat 50 więc szukałam w tym kierunku. Poszukiwany model znalazłam w Burdzie Vintage. Cudowne lata 50. Model dla mnie nie profesjonalnej krawcowej trudny, ale lubię wyzwania. Poradziłam sobie z nim średnio na jeża, ale co się nauczyłam to moje. Wiem już co to jest godet, jak robić marszczenia, a wszywanie zamka krytego będzie mi się śnic po nocach ;) Szal można układać na różne sposoby, akurat na zdjęciu leży sobie tak jak się sam ułożył. Sukienka jest krótsza niż w modelu.
Na mnie na razie jej nie zobaczycie, musi Wam wystarczyć manekin, albo
 Ava Gardner w bardzo zbliżonym kroju ( źródło zdjęcia Getty Images) :)
 
 
Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze. Wracam do działania ...
 

niedziela, 13 listopada 2016

Woreczki decupage



Dawno nie zaglądałam na bloga, ale to wcale nie znaczy, że nic nowego nie powstawało. Zazwyczaj robię kilka prac w różnych technikach, a do tego zbyt krótka doba sprawiają, że brakuje czasu i wpisy pojawiają się rzadko. Wszystko zaczęło się od tego, że zawsze chciałam spróbować decupage na tkaninie, podejście z tenisówkami zachęciło mnie do dalszych prób. Gdy pojawił się problem w czym przechowywać zioła, sięgnęłam znowu po tą technikę. Ta torba była kupiona:
 
Przy tych woreczkach musiałam przeprosić się z maszyną. Uszyłam je sama:



W międzyczasie powstają kolejne projekty decupage czy na szydełku. Wielkimi krokami zbliżają się też święta, pora pomyśleć o jakiś ozdobach.

Dziękuję za wszystkie komentarze, zachęcają one nie tylko do dalszej pracy i są świadectwem, że ktoś tu jednak jeszcze zagląda ;)
 
 


piątek, 28 lutego 2014

Flauszowy płaszczyk

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem zakupu flauszowego płaszczyka, ale to co przymierzałam albo na mnie wisiało, albo wyglądało jak z młodszej siostry, ale gdy  udało mi się dostać flausz w ślicznym niebieskim kolorze postanowiłam zmierzyć się z wyzwaniem samodzielnego uszycia płaszczyka. Jak postanowiłam tak zrobiłam. W Burdzie Krok po Kroku 2/2013 znalazłam super model 1 C w sportowym stylu.



Płaszczyk szyło się super. Trochę bałam się jak maszyna poradzi sobie z flauszem, ale niepotrzebnie. Dodatkowo doszyłam mankiety oraz kaptur, który w modelu z Burdy nie występował.

Płaszczyk jest ciepły bo jest na pikówce i świetnie się sprawdza na obecną lutową wiosnę. A do tego wyszedł cenowo znacznie taniej od tych sklepowych.

niedziela, 1 grudnia 2013

Uszyłam mój pierwszy żakiet


To dlatego tak długo mnie nie było. Zmagam się z 3 dużymi robótkowymi rzeczami, a jedną z nich jest żakiet, który dziś chciałabym Wam zaprezentować. Żakiet jak żakiet ktoś powie, ale co się z nim namęczyłam, a co sie nauczyłam to moje. Nie ustrzegłam się pewnych błędów, raczej niedociągnięć, które umiejętnie udało mi się ukryć ;) ale dumna z niego jestem niesłychanie, bo model nr 102 pochodzący z Burdy 5/2006 jest w czasopiśmie oznaczony czterema kropkami, a tzn. że jest to "skomplikowany krój, trudne detale - modele dla mistrzyń krawiectwa" ;D tak piszą w odnośniku. Co prawda do mistrzyni krawiectwa jeszcze mi baaardzo daleko, ale myślę że jest on świetnym ukoronowaniem mojej rocznej przygody z maszyną do szycia. Żakiet ma podszewkę i dzięki temu nauczyłam się wszywać podszewkę, co przyda mi się  w kolejnych planowanych projektach. Tu jeszcze rzut oka na detale ( wybaczcie jakość zdjęć ale bardzo się źle fotografuje ten materiał - jest to satyna z dodatkiem żorżety czy żakardu nie pamiętam):

A tym czasem wracam do kolejnych projektów. Dziękuję za wizyty i komentarze. 

sobota, 5 października 2013

Szyciowo - Szydełkowy powrót do dzieciństwa

Jakiś czas temu  wpadła mi w ręce ta książka:

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wypróbowała i nie uszyła chociaż jednej zabawki, dlatego oprócz książki nabyłam metr beżowego płótna i przystąpiłam do działania. Efektem tego jest nowy lokator w moim domu, który nieśmiało przysiadł na regale 

Kto spostrzegawczy ten dojrzy, że jego szlafmyca i sukienka powstały z resztek jakie mi zostały po uszyciu "Sukienki dla grzecznej dziewczynki".

To jednak nie jedyna zabawka jaką popełniłam.  Na klamkowego kota "chorowałam" od dawna, a że było płótno uszyłam i kota, elegant dostał niebieską kokardkę  żeby go trochę rozweselić. 
Jak widać Migotka postanowiła się z nim zaprzyjaźnić, ale Kot Elegant nie wykazał zainteresowania i dalej pilnował klamki ;)

To nie koniec zabawek. Koleżanka z pracy, która jakiś czas temu została babcią poprosiła mnie, aby zrobić jej na szydełku ośmiornicę. Z ośmiornicy zrobiła mi się sześciornica bo 8 nóg się nie zmieściło, ale koleżanka była zadowolona. Ośmiornica to tak naprawdę grzechotka, w opakowaniu po zabawkach z jajka niespodzianki jest ukryty dzwoneczek, który podebrałam Migotce. Mojej pupilce kupiłam plastikową kulkę z dzwoneczkiem, ale kotka bardzo się jej bała, dopiero bo wyjęciu dzwoneczka, bawiła się nową zabawką. Ja dzwoneczek wykorzystałam do innego celu i wszyscy byli zadowoleni. A to sześciornica ;)

Gdy tak szyłam te swoje zabawki zastanawiałam sie nad jedną rzeczą, która nie daje mi spokoju. Jakiś czas temu pewna osoba gdy zobaczyła kotka i aniołka, które Wam prezentuje w tym poście skrytykowała "Jakie starocie",  na nic się zdały moje tłumaczenia, że o to w Tildowych zabawkach chodzi, że mają być stylizowane na stare rzeczy ( poprawcie jeśli się mylę) nie omieszkała też skrytykować mojego bloga stwierdzając, że rzeczy które tworzę są "babcine". No jaw wiem, że mam babcine hobby, ale powiedzcie mi czy np. młoda dziewczyna nie może nosić poncha, które jakiś czas temu zrobiłam, albo szydełkowej chusty? Zdradzę Wam, że to właśnie to wydarzenie sprawiło, że miałam zamiar usunąć bloga.  Nigdy do tej pory nie spotkałam się aż z taką ostrą krytyką, najczęściej osoby chwalą,  podziwiają za talent, umiejętności  a jak im się nie podoba, albo się nie znają  to nie mówią nic. Ja nie twierdzę, że wszyscy muszą mnie chwalić, ale czy muszą ranić?

Wybaczcie chwilę tej refleksji chyba musiałam się wypisać. Wracam do tego mojego babcinego hobby, które bardzo kocham i nie ważne czy się komuś podoba czy nie, ważne, że mnie to daje radość.

Dziękuję za wizyty i komentarze :D
Do zobaczyska :)






niedziela, 22 września 2013

Czary na maszynie

Po krótkiej nieobecności w blogowym świecie wracam z powrotem. Zastanawiałam się czy wracać, ale zachęty tych, którzy lubią tu zaglądać sprawiły, że postanowiłam kontynuować pisanie bloga. Powstają też nowe prace, ktore warto gdzieś utrwalić dla potomności ;)
Tym razem postanowiłam pobawić się w przeróbkę. Swego czasu udało mi się dostać za grosze w SH długą spódnicę. Co prawda to nie mój fason, ale podobało mi się wykończenie u góry spódnicy i materiał, cienki jeans w oryginalnym rzadko spotykanym srebrnym kolorze.
Spódnica odleżała swoje, aż dostałam weny twórczej i po kilku chwilach spędzonych przy maszynie wyczarowałam z niej komplecik, Spódnicę skróciłam, a z tego co zostało uszyłam kamizelkę. Za wykrój posłużyła mi stara kamizelka, zaś patki i wykończenie to już własna inwencja twórcza. 

I tym sposobem mam nowy komplet za grosze ;) no cóż jak widać szycie to przydatne hobby. 

piątek, 9 sierpnia 2013

Zielona sukienka

 Jako osoba ciepłolubna lubię ciepło, ale upały już chyba wszystkim dają się we znaki. Ja ten czas wykorzystuje na siedzenie w domu i oddawaniu się swoim pasjom. Stwierdziałam, że na takie gorąco przydałaby się przewiewna sukienka. Odpowiedni wykrój znalazłam w czasopiśmie Moden Diana nr 1/2013 model 19E. Materiał to bawełna przewiewny, ale bardzo gniotący się, a tego w materiach nie lubię. Sukienkę szyło się fajnie i szybko, chociaż miałam mały problem z zaszewkami, które wypadły nie w tym miejscu co powinny, ale jakoś sobie poradziłam. Potwierdziła się też moja opinia, że sukienki z tego czasopisma wychodzą dość szerokie i trzeba trochę zmieniać i kombinować, ja w tym wypadku musiałam dodać pasek. Tak sukienka prezentuje się na manekinie:   

Ponieważ na manekinach stroje wychodzą dość topornie. zrobiłam jeszcze szybko zdjęcie na sobie. 
Dziękuję za wizyty i komentarze :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Szyfonowa bluzka w romantycznym stylu

Tym razem znowu sięgnęłam  po szyfon, który stał się jedną z moich ulubionych tkanin i tak powstała bluzka w romantycznym stylu. Wykrój pochodzi z Burdy 2/2006 nr 121. A tymczasem wracam do szydełkowania i szycia kolejnych kreacji. 

niedziela, 16 czerwca 2013

Żakardowa sukienka

Wczoraj uświadomiłam sobie, że w środę mam zakończenie roku ( przedszkolnego) i stanęłam przed dylematem każdej kobiety ;) ... w co się ubrać. Postanowiłam, że w tym roku wystąpię w sukience. Sięgnęłam do swoich tkaninowych zapasów i wyszperałam "koronkowy" żakard. Po przyjrzeniu się tkaninie stwierdziłam, że za bardzo nie poszaleję i najlepiej pasowałoby uszyć z niej coś prostego, bo już tkanina sama w sobie jest ozdobna.. Odpowiedni model znalazłam w Burdzie 9/2012. Sukienka z Burdy nr 109 stylizowana na lata 60 jest określona jako łatwa, przedstawiono sposób jej uszycia w szkole dla początkujących. Ma prosty pudełkowy krój, ascetyczny fason i rękawy 3/4. I faktycznie szyło się ją łatwo, po skrojeniu okazało się, że mimo iż szyłam z namniejszego rozmiaru jest troszkę za szeroka, więc musiałam ją zwęzić. Wprowadziłam też pewne zmiany: zrezygnowałam z zamka na plecach i trochę ją skróciłam, (wychodzą z założenia, że jestem jeszcze w takim wieku, że mogę pokazać nogi ;D) A tak wygląda  na mnie:
Ponieważ materiał jest trudny do fotografowania to jeszcze zdjęcie bez flesza:
A Migotka ostatnio znalazła sobie nowe legowisko. W tym miejscu na regale stał jeszcze do niedawna porcelanowy słonik, już od dłuższego czasu mała rozrabiaka przymierzała się do tego, żeby go zwalić, aż w końcu musiałam go sprzątnąć, jak tylko półka stał się wolna, ona ją zajęła. No cóż widocznie wyszła z założenia, że ona lepiej się na tej półce prezentuje niż jakiś porcelanowy słoń. Ach te koty ;)



sobota, 4 maja 2013

Szyfonowa tunika

Pomyślałam sobie, że rzecz, która musi się znaleźć w mojej letniej garderobie to szyfonowa tunika. Odpowiedni model znalazłam w Moden Dianie  nr 2./2013. Jest to już kolejna rzecz uszyta z tego czasopisma i zastanawiam się, dlaczego ono jest tak niedoceniane. Wszyscy szyją z Burdy, nic do niej nie mam, a nawet mam w planach kilka modeli z niej, ale rzeczy w Dianie też mi się bardzo podbają. Tkaninę na tunikę udało mi się zdobyć w czasie jednych z zakupowych wojaży, po okazyjnej cenie ( bałam się szyć po raz pierwszy z drogiego materiału). I z duszą na ramieniu zasiadłam do krojenia, a potem szycia. Bardzo bałam się szycia z tej tkaniny, gdyż przerażała mnie jej delikatność. Ponadto był to mój pierwszy kontakt z tkaniną wzorzystą. Moja obawy były  niepotrzebne,jakoś się skroiło a szyło się cudownie, a ponadto  moja maszyna w końcu mnie polubiła bo i ściegi zaczęły wychodzić równe. Owa tunika stała się pierwszą rzeczą z której jestem naprawdę zadowolona. Mam nadzieję, że sprawdzi się idealnie w letnie upały ( oby w końcu nadeszły). Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za komentarze. 

sobota, 16 marca 2013

Uszyłam tunikę

Pamiętacie jak w tym poście pisałam, że jeszcze wrócę  do tego modelu. Jak postanowiłam tak zrobiłam, tylko w trochę innej wersji, czym się różnią proszę sobie samemu wyszukać. Zrobiłam tylko trochę dłuższą i wyszła tunika lub sukienka ( jak kto woli), idealna do getrów. Dodałam też wstążeczkę, mam ostatnio fazę na wstążki, ale nie jest przyszyta na stałe, więc jak mi się znudzi to może być bez. 
Gdy prezentowałam poprzednią sukienkę na jednym z forów i opisałam perypetie z nią związane to jedna z osób napisała mi, że stało się tak dlatego, że wybrałam trudny materiał. No to materiał z którego szyłam tą tunikę był mega trudny, jest to dzianina, układa się cudownie, ale do szycia to katastrofa: cienka, lejąca i do tego elastyczna. Jednym słowem szycie to była droga przez mękę, ale z efektu końcowego jestem zadowolona, choć jest jeszcze kilka spraw nad którymi muszę popracować. Ale jak to mówią praktyka czyni mistrza. A póki co dziękując za kolejne wyróżnienia idę poszydełkować. Do zobaczyska :)

środa, 20 lutego 2013

Sukienka dla grzecznej dziewczynki

Dalej pozostaję w temacie sukienek, tym razem postanowiłam ją uszyć. Wzięłam na warsztat sukienkę z czasopisma Moden Diana nr 6/2012 nr modelu 17 A. Jednak gdy ją skroiłam i pozszywałam okazało się, że pasuje raczej na hipopotama ( nic nie ujmując hipopotamowi) ale nie na mnie. Ot kolejna nauczka dla początkującej: mierz wykrój zanim zaczniesz kroić z tkaniny. Szkoda mi było materiału, więc puściłam wodze fantazji i zaczęłam kombinować. Na plecach dałam zaszewki, z przodu marszczenie, do tego pasek ze wstążki i wyszło to co widać na załączonym obrazku. Nie jestem z niej do końca zadowolona, ale jak na pierwszą uszytą sukienkę ujdzie. Wiem jedno: dla mnie szycie jest o wiele trudniejsze niż szydełkowanie i jeszcze duuużo muszę się nauczyć, ale się nie poddam i już ;D Idę trochę poszydełkować, a i dziękuję za wyróżnienia. Pa!

niedziela, 27 stycznia 2013

Powracam z szyciem i szydełkiem


Oj zaniedbałam bloga, biję się w piersi i przepraszam wszystkich czytelników i sympatyków Zaczarowanego Zakątka. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie? Przyczyny mojej nieobecności były różne, dużo pracy w pracy, zlecenie wykonania dla przedszkola 72 takich szydełkowych piłeczek
 które są elementem wprowadzanej u nas w przedszkolu metody Froebla, no i na koniec brak weny twórczej. Na szczęście zlecenie skończone, a wraz z nowym rokiem i wena twórcza powróciła, więc mogę zaprezentować moje najnowsze dzieło. Otóż biała bluzka to coś co w szafie powinno być, ja takowej nie miałam, bowiem nie udało mi się takowej kupić, przymierzane w sklepach były albo za szerokie , albo wąskie, albo nie leżały tak jak bym chciała. Dlatego odkąd jestem posiadaczką maszyny postanowiłam sobie taką uszyć. Wybrałam satynę ( tak się chyba ten materiał nazywa), która z jednej strony jest błyszcząca, a z drugiej strony matowa, na prawą stronę wybrałam wersję błyszczącą, bo ja to trochę jestem jak ta sroka i lubię jak się błyszczy i model 125 z Burdy 5/2006 w gazetce prezentuje się tak:
Jednym z powodów dla których chciałam nauczyć się szyć były pomysły na łączenie szydełka z tkanią. Dlatego postanowiłam coś zmienić i wprowadziłam szydełkowy kołnierz i szydełkowe mankiety. Efekt końcowy prezentuje się tak ( tu zdjęcie z lampą):
i bez lampy:
i kilka zbliżeń na szczegóły ( bardzo podbają mi się te motylkowe guziczki ;)

A póki co zmykam wykańczać kolejne szydełkowe i szyciowe rzeczy. Do zobaczenia wkrótce ;D

środa, 21 listopada 2012

Moje dalsze zmagania z maszyną

Kolejna rzecz z jaką postanowiłam się zmierzyć na niwie krawieckiej to spodnie. Znalazłam w gazecie odpowiedni wzór prostych spodni ( wszak  w tej dziedzinie dopiero raczkuje) ,wzięłam papier i zaczęłam kopiować. Kto miał styczność z Moden Dianą ten wie, że rysunki wykrójów to jedna wielka pajęczyna i trzeba być nie lada Sherlokiem żeby dość co do czego. No więc, precyzyjnie je przerysowuje, ale gdy doszłam do patek bocznych i patek lewej kieszeni, zapaliło mi się czerwone światło, bo we wzorze który sobie wybrałam  tego nie było na zdjęciu, sprawdzam więc jeszcze raz numery wykroju, opisu i zdjęcia i co się okazało pomyliłam wykroje, przerysowałam nie te spodnie. Teoretycznie nic się nie stało, bo jeszcze nie zaczęłam ich kroić  z tkaniny, ale stwierdziłam, że skoro się powiedziało A to trzeba powiedzieć B, więc postanowiłam je uszyć. Co się przy nich namęczyłam to moje, a ile się przy nich nauczyłam, to się przyda na przyszłośc. No, ale spodnie uszyłam, błędy popełnilam a jakże, głównie ten z rozporkiem, dlatego przy rozporku tak się oryginalnie tkanina układa ;D. Poznałam też nowe możliwości maszyny, pobłogosławiłam tego co wynalazł wolne ramie w maszynie i odkryłam, że maszyna ma coś co ułatwia szycie prostych ściegów. Po nałożeniu na cztery litery spodnie prezentują się nieźle ( musicie mi uwierzyć na słowo, jak dorwę kogoś co by chciał robić za fotografa to pokażę), a w połączeniu z bluzką z poprzedniego posta okazało się, że wyszedł wygodny komplet do pracy. Tak się prezentują spodnie z przodu:
Tak z boku:
A tak z tyłu:

Wykrój pochodzi z gazety Moden Diana zeszyt3/2006 A tymczasem aby troszkę odsapnąć idę poszydełkować :) Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za miło komentarze. Zajrzyjcie wkrótce, pokażę coś szydełkowego. 

piątek, 5 października 2012

Powracam z nową pasją


Oj zniknęłam na trochę, ale już powracam. Wszystko dlatego, że miałam prawdziwy młyn w pracy, ale już powoli wszystko dochodzi do normy, więc myślę, że będę miała więcej czasu aby tu zaglądać. Myli się, jednak ten kto myśli, że próżnowałam, o nie, resztki wolnego czasu spedzałam pracowicie, ale o efektach w kolejnych postach, a dziś o nowo odkrytej pasji ... szyciu. Chociaż pasja ta  nie jest tak do końca nowa. Na początek trochę historii. Gdy miałam 5 lat przyszłam do mamy i stwierdziłam " Mamo, ja chce syć" Mama pełna radości, że jej dziecko coś chce tworzyć, dała mi materiał, nici i igłę, po czym poinstrułowała mnie jak się z tą ostatnią obchodzić coby trafiła w materiał a nie tam gdzie nie trzeba ;) Więc siadłam i "syłam" Efektem końcowym była uszyta ( choć to chyba zbyt duże słowo) ... spódnica dla małej krawcowej czyli dla mnie ;)  spódnica uszyta była na tyle profesjonalnie, że po wciagnięciu gumki ( przez mamę) nadawała się do chodzenia po domu. Połknęłam bakcyla, ale spódnica tak mnie zmęczyła, że stwierdziłam, że zajmę się czymś mniejszym. Lalka Barbie potrzebowała nowych ubrań, a w kioskach pojawiły się wykroje dla Barbie ( pewnie cześć z Was je pamięta), więc zaczęłam szyć dla lalki, zdobywając w ten sposób doświadczenie. (Jak teraz czytam, ze Maciej Zień, ten słynny projektant też tak zaczynał, to myślę sobie , że wszystko przede mną ;) Cały czas kusiła mnie jednak maszyna, na której dość sporo szyła mama. Gdy miałam może z  7 lat mama pokazał mi jak się z nią obchodzić i poleciła mi uszyć ...woreczki na mąkę ( gdzieś chyba je jeszcze mam) i na tym moja przygoda z szyciem się skończyła. Maszyna się popsuła, kurzyła,  ale jakoś tak nie dawno  chęci do szycia powróciły. A to dlatego, że w Burdzie podobają mi się modele, znudziła mi się masówka, a poza tym ciężko jest mi kupić coś co mi się podoba, a żeby było ani za małe, ani na mnie nie wisiało. Nie bardzo jednak wierzyłam czy tego antycznego Łucznika z 1976 r. uda się naprawić. Znalazłam jednak zakład i pana, który tego dokonał. Gdy maszyna wróciła już naprawiona ( tu należą się podziekowania dla koleżanki i jej męża, którzy zataszczyli ten cieżki sprzęt do zakładu), przyszła pora ją wypróbować. Wybrałam model, w czeluściach szafy znalazłam materiał, skroiłam i siadłam do czytania instrukcji. Przeczytałam raz, drugi, trzeci i stwierdziłam, że nic z tego nie rozumiem. Zamknęłam instrukcję, otworzyłam na stronie ze zdjęciem i zaczęłam szyć na ...jak ja to mówię czuja. Szyłam, szyłam, aż nagle coś z maszyny zaśmierdziało i nie chciała dalej współpracować. A tu ubranie nie skończone, chęci rosną, a maszyna mimo prośb ruszyć nie chce. Coż było robic, trzeba zainwestować w nową. Poczytałam fora, o Łucznikach dowiedziałam, się że są teraz be, polecane są Janome, więc po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć punkt gdzie takowe są sprzedawane i przytargałam nową " przyjaciólkę" o wdzięcznej nazwie Janome 920. Oczywiście musiałam ją od razu wypróbować i tym sposobem skończyłam zaczęty model. Dla osób chcących opinii o tej maszynie, powiem, że to jak przesiąść się z malucha do mercedesa. Podoba mi się to, że ścieg jakim szyje widzę na takim małym okienku ( nie muszę kombinować z cyframi), ma też kilka przydatnych bajerów: nawlekacz do igły i obcinacz nici, niby nic a ułatwia szycie. Do tego duża ilośc stopek i ściegów. Musiałam się tylko przestawić, że dźwignia do opuszczania stopki jest z boku, a nie tak jak w luczniku z tyłu. Na początku przeszkadzało mi, że jak chcę szyć do tyłu to muszę trzymać dźwignię ( w łuczniku wystarczyło ją przestawić) ale potem okazało się, że ma to swoje plusy, bo w starej maszynie jak się zapomniałam  i nie przestawiłam dźwigni to szyłam do tyłu ;) No ale dość już pisania, pora pokazać moją pierwszą uszytą bluzkę.


Model pochodzi z czasopisma Moden Diana nr 4/2012. w porównaniu z oryginałem przedłużyłam rękawy i zrezygnowałam z marszczenia na rękawach w rejonie szwu, a no i moja bluzka jest w dwóch odcieniach. Bardzo mi się ten model podoba i z pewnością po niego sięgnę tym bardziej, że ma rózne wersje, nastęnym razem zrobilabym jednak dłuższą bluzkę. Muszę Wam powiedzieć, że przy jej szyciu bardzo dużo się nauczyłam, ale wiem, że jeszcze dużo przede mną, ale jak to mówią " praktyka czyni mistrza". Mistrza mody i krawiectwa warto by dodać. Dziekuję tym, którzy dobrnęli do końca, pozdrawiam serdecznie i zapraszam wkrótce.