wtorek, 29 października 2019

Postęp Haed i zakupy robótkowe


Problemy zdrowotne dalej nie odpuszczały, więc cieszę się, że mimo wszystko w moim kolosie postęp jakiś jest. Udało mi się wyrównać prawą stronę. Poszło szybko ponieważ prawa strona to większe plamy kolorów. Jak pokazuje aplikacja Crossty mam zrobione 4% i 8312 krzyżyków. Muszę jakoś przyspieszyć to wyszywanie, bo inaczej zajmie mi to lata, a jeszcze tyle fajnych wzorów do wyszycia :)

Szydełkowo też się dzieje. Powstaje większy projekt, więc na efekty końcowe trzeba troszkę poczekać. To właśnie szydełku poświęcałam najwięcej czasu. Najlepiej szydełkuje mi się przy oglądaniu filmów, ale że mieliśmy tak piękną pogodę, to w ramach rekonwalescencji trzeba było ją wykorzystać. Dlatego z szydełkiem przenosiłam się pod lipę, która rośnie przy moim domu. Zawsze miałam wierną towarzyszkę. Migotka najpierw dokonywała inspekcji.

Potem przytrzymywała wzór, żeby nie odfrunął

Ale jak widać dla kota szydełkowanie to męcząca czynność ;) więc preferowała opalanie:

Jak już wspomniałam ostatnio przeszłam trudne chwile, więc na pocieszenie postanowiłam zrobić sobie prezent, a właściwie prezenty. Nic tak nie poprawia kobiecie humoru jak zakupy. Jedna kupuje buty, a co kupuje pasjonatka rękodzieła, zobaczcie sami. Pochwalę się, a co?

Ja, to jestem taki "szydełkowy Jaś wędrowniczek". Chodzę z szydełkiem po całym domu, szydełkuje na dworze, a nawet w samochodzie w czasie jazdy ( oczywiście tylko na miejscu pasażera), więc potrzebowałam czegoś w czym robótkę mogłabym nosić. I tak pewnego dnia przyfrunęły do mnie tukany, a tak naprawdę kokonerek, czyli torba na kokonki ( ale przecież można do niej wrzucić też inne włóczki). Kokonerek ma pasek na ramię i piórnik na szydełka. Dzięki temu mogę robótkę wszędzie zabrać. 

No, ale do kokonerka trzeba coś schować. A ponieważ wpadły mi w oko dwie chusty, więc zamówiłam kokonki. Ten w czerwonych odcieniach jest mojego projektu, a pozostałe też mają już swoje przeznaczenie. Także będę miała wkrótce co pokazywać. 

Jak jest włóczka to potrzeba narzędzie, więc zamówiłam sobie szydełka. Nie takie zwykłe tylko magiczne. W końcu szydełko to trochę jak różczka. Machasz, machasz i zawsze coś wyczarujesz ;) Moje nowe szydełka są też magiczne ( a raczej bajeranckie) bo świecą w ciemności. Jeszcze ich nie wypróbowałam, ale napiszę recenzję. Mam nadzieję, że przydadzą się do ciemnych włóczek. Nie będę z nich często korzystać bo nie są pewnie dobre na wzrok, ale czasem w domu oglądamy telewizję przy zgaszonym świetle, ja wtedy szydełkuję więc pewni się przydadzą.


Jak się szydełkuje to zaprzeproszeniem nie można tego robić o " suchym pysku" jakaś kawka czy herbatka świetnie umila czas, więc zaopatrzyłam się w odpowiedni kubek. 

Jak widać wyposażenie na zimę już mam, więc pozostaje tylko siadać i się relaksować. A żeby choć na chwilę zatrzymać wspomnienie pięknej polskiej jesieni, zrobiłam jeszcze taki bukiet róż z liści. Jako, że to też rękodzieło to też pokazuję.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz